An AMAZING day with Bill

Trip Start Jun 14, 2007
1
44
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , California
Monday, September 10, 2007

POLSKI:
Rano obudziłam się już z lepszym samopoczuciem niż dzień wcześniej.  Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, dałam bliskim e-mailowo znać, że żyję i... heja w drogę.
Teoretycznie do Parku Yosemite jeździły jakieś autobusy, tylko że, jak dla mnie, to zbyt rzadko i o niedogodnych dla mnie porach. Stanęłam więc na drodze, z ambicją złapania kogoś na "stopa". Po drodze musiałam kupić coś do jedzenia, bo absolutnie nic nie miałam. Nie stałam więcej niż 5-10 min gdy zatrzymała się dla mnie para z Duńczyków. Jechałam z nimi krótko, bo wysadzili mnie pod sklepem jeszcze przed wjazdem do parku. Tamże zaopatrzyłam się w "przysmaki" amerykańskie - masło orzechowe, dżem typu galaretka, chleb i jeszcze jakieś deserki jogurtowe. Sprzedawca patrzył we mnie jak w obrazek. Nawet gdy już wyszłam ze sklepu i stanęłam przy drodze, obserwował jak łapię stopa. Samotna "biała" kobieta na odludziu to chyba dla Amerykanów niecodzienny widok.  Chłopak nie popatrzył sobie za długo, bo zaraz ktoś się zatrzymał. Facet około 40-tki, od razu mi się przedstawił: "jestem Bill" i uścisnął mi mocno rękę. Podobała mi się jego bezpośredniość. Szybko nawiązaliśmy rozmowę. Mimo moich usilnych protestów, zapłacił za mój wstęp do parku. "I tak musiałbym zapłacić 20$ za wjazd samochodu". (To prawda. Jeśli, teoretycznie, chciałaby zalecić pojedyncza osoba - za przejście pieszo lub autobusem, opłata wynosiłaby 10$. Jeśli ktoś jechał samochodem, niezależnie od ilości pasażerów, musiał zapłacić 20$). Bill stwierdził, że jeśli mam ochotę, to on nie ma nic przeciwko mojemu towarzystwu przez cały dzień. Mój początkowy plan zakładał, że dostanę się na stopa do parku, a potem będę wsiadać w autobusy jeżdżące po parku, ale takiej propozycji nie mogłam odmówić. Tym bardziej, że facetowi dobrze z oczu patrzyło. Gdyby Bill nie pasowałby mi pod jakimkolwiek względem, powiedziałabym mu, że wysiadam w punkcie informacji turystycznej.
Spędziliśmy razem cały dzień, jeżdżąc od punktu do punktu i zachwycając się widokami. W zamian za to, że mnie Bill mnie woził, ja zaoferowałam mu kanapki z tym co miałam - czyli dżemem i masłem orzechowym. Najpierw w centrum informacji turystycznej obejrzeliśmy film o Parku Narodowym Yosemite. Myśmy tam byli tylko na 1 dzień, ale to miejsce ma kilkaset tysięcy lat historii. Potem, według mapy, pojechaliśmy w stronę punktów widokowych. Po jakiejś godzinie jazdy zorientowałam się, że jedziemy w złym kierunku. Bill na to: "to nic, i tak mamy piękne widoki, możemy zobaczyć trochę więcej Parku".  Stanęliśmy w miejscu, gdzie doskonale było widać Sentinels Dorm - szczyt, na który wspięłam się dzień wcześniej.
Dotarliśmy do miejsca w Parku, gdzie rosną Redwoods, czyli Czerwone Drzewa, a także Cedry i Sekwoje.   Wprawdzie nie były tak gigantyczne, jak podobno Wielkie Sekwoje, ale drzewo o nazwie Grizzly Giant i tak zrobiło na mnie wrażenie.  Poszliśmy na kilkukilometrowy spacer. Mimo, że drzewa nie były jeszcze rekordowo wielkie, to i tak czułam się wśród nich maleńka. Po drodze widzieliśmy m.in. rodzinkę jeleni.
Pod koniec dnia bardzo chcieliśmy dojechać na zachód słońca do Glacier Point, który był punktem widokowym. Zabrakło nam jakichś 10 minut. Zatrzymaliśmy się przy drodze i udało nam się obejrzeć spektakl słońca zachodzącego za las. Dojechaliśmy do Glacier Point chwilę później. Zwolniliśmy, zbliżając się do parkingu. W pewnym momencie Bill mnie szturchnął i szepnął: "patrz, obok ciebie!" Tuż przy aucie, z mojej prawej strony, stał jeleń. Był na wyciągnięcie ręki. Wcale się nami nie przejął. Niewiarygodne.
Na Glacier Point akurat się ściemniało. Jakiś chłopak miał ręcznie zrobiony teleskop. Pozwolił nam przez niego spojrzeć. Zobaczyłam Jupitera.
W drodze powrotnej, gdy już porządnie się ściemniło, zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym na El Capitan. Na ścianie tej skały widać było maleńkie światełka. Szaleńcy nocujący nad przepaścią. Nie to jednak robiło największe wrażenie. Gdy tylko wysiadłam z auta i zgasiliśmy światła, Bill`owi wyrwało się "WOW!". To była jego reakcja na niebo usłane gwiazdami. "To jest takie romantyczne!" - wyznał. "Następnym razem zabierzesz tu swoją żonę, choćby protestowała, że nienawidzi podróżować. Zrobisz jej niespodziankę." Bill pochodzi z Wyoming, ma 15-letnią córkę oraz 2-letnie bliźniaczki. Przyjechał do Merced w delegację. Miał jedyny dzień wolnego, kiedy to zdecydował zobaczyć Yosemite. Jego koledzy zostali w hotelu oglądać mecz. "Jestem jednak szczęśliwy, że zostali" - powiedział do mnie z uśmiechem. Zawiózł mnie prosto do mojego schroniska. Była 23, gdy się rozstawaliśmy. Na pożegnanie mnie uścisnął. Tyle mnie straszno amerykańskimi psychopatami, czatującymi na swoje ofiary. Mój pierwszy autostop w Stanach okazał się jednym z najlepszych w moim życiu. Z Billem rozumieliśmy się bez słów. Nawet momenty milczenia nam nie przeszkadzały. To był gentleman w każdym calu. Bill, jeśli czytasz tego bloga, to chcę Ci powiedzieć, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Dziękuję Ci. Yosemite zaskoczył mnie bardziej niż oczekiwałam.
 
ENGLISH:
I woke up in the morning, feeling much better than the day before. I took a shower, had a breakfast, emailed my family that I was still alive and... it was time to move ahead.
Theoretically there were going some shuttle buses to Yosemite NP, but to me they were going to rarely and not at a time that would suit me. I stood on the road, with an ambition to catch someone as for a hitchhike. I needed to buy something to eat on my way to the park, because I had nothing. I didn`t have to be standing for longer than 5-10 min when a couple from Denmark stopped. I had a short ride with them, as I got off their car in front of a grocery store before we crossed the Yosemite NP entrance. I bought some American "deliciousness", which was a peanut butter, jelly, bread and sort of yogurt dessert. The sales man was looking at me like at a picture. Even when I left his store, the guy went outside and was observing me trying to stop someone to for a hitchhike. A "white" woman travelling by own her own, in the middle of nowhere, is probably not a common view to Americans. The guy couldn`t observe me for too long, as right a little while later there had stopped a car. Inside there was about 40-year old guy, and straight away he said to me: "I`m Bill" and he gave me a strong hand shake. I liked his openness. We started chatting straight away. Bill, despite my protesting, paid for my ticket to the park. "I`d have to pay 20$ anyway." (Which is actually true. If, theoretically, there was 1 person who wanted to pay for herself - crossing the gate on feet or by bus, he`d have to pay 10$. If someone was driving a car, no matter how many passengers inside, the fee was 20$ anyway). Bill told me that if I wanted to, he wouldn`t mind spending the entire day with me. My previous plan was that I`d hitchhike to the park and from the I`d have taken shuttle buses to get to the different points, but that idea sounded too well to refuse. Especially, that the guy was really alright. If I didn`t like any aspect of him, I`d have gotten off his car at the tourism information point.
We spent the whole day together, driving from a point to point and admiring the views. In return to Bill`s driving, I`d make sandwiches for him with all I had - the peanut butter and jelly. Firstly we went to the tourism information point and watched a movie about the Yosemite National Park. We were being there for just one day, but that place is hundred thousands years old! Then, we drove, according the map, to different view points. After about one hour of driving, I found out we were going in a wrong direction. Bill didn`t bother about that: "Oh, it`s nothing, still we have amazing views and can see more in the park." We stopped in a place where we could see the Sentinels Dorm - the peak I had climbed up the day before.
We also got to the place where there are Redwoods, Cedars and Sequoias. They were not as huge as the Giant Sequoias (from what I had heard), but still the tree called grizzly Giant was making an impression. We went on a few miles walk. Even though the trees were not the biggest in the world, I still was feeling tiny amongst them. On our way we also could see a deer family.
At the end of that day, we really wanted to get for the sunset to the Glacier Point. We were about 10 min late. We stopped on the road and managed to watch a show the sun setting behind a forest. We got to the glacier point a moment later. Bill slowed down, when we were getting to the parking lot. At a certain moment Bill poked me, and whispered: "look, next to you!". Right next to the car, on my right, there was standing a deer. I could almost touch him. He didn`t bother about us. Unbelievable.
On our way back, when it got completely dark, we stopped at the view point at el Capitan. On the wall of that rock we could see the tiny lights. The madmen sleeping above the precipice. That thing wasn`t the one making the biggest impression though. When we got off the car and turned off the lights, Bill couldn`t stop himself from saying: "WOW!". That was his reaction on seeing the sky full of stars. "It`s so romantic!" - he confessed. "The next time you are going to take your wife in here, despite te fact she`s going to be protesting that she hates travelling. You`ll make a surprise for her". Bill comes from Wyoming, he has one 15-year-old daughter and 2-year-old twin girls. He came to Merced with a delegacy. He had the only day off when he decided to see the Yosemite. His job mates stayed at the hotel, watching a football game. "I`m glad they did though" - he said that to me smiling. Bill drove me back to my hostel. It was about 11 pm, when we were saying goodbye to each other. He gave me a hug. I had been menaced about American psychopaths, just waiting for their victims so many times. My first hitchhike in the USA became one of the best I have ever had. We understood each other with Bill without words. Even moments of silence wouldn`t disturb us. He was a gentleman in every way. Bill, if you`re reading this blog, then I want to say that it was one of the best days of my life. Thank you. The Yosemite NP surprised me more than I expected.
 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: