The very last session of this summer

Trip Start Jun 14, 2007
1
34
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , California
Sunday, August 19, 2007

POLSKI:
Na nowy turnus musiałam sie przenieść z kabiny nr 12 do kabiny nr 9, co oznaczało wciąganie mojej walizki jakieś 30 metrów pod górkę. Pożegnałam moje współlokatorki z Australii i zamieszkałam z Angielką z Colchester - Lyric. Bardzo szybko się dogadałyśmy i odkryłyśmy, że mamy ze sobą dużo wspólnego. Do tego akcent Lyric przypominał mi o mojej przyjaciółce Sarze, aż miło było posłuchać J . Zamieszkałyśmy z dziesięcioma dziewczynkami. Na tym campie opiekunowie mieszkają w jednej kabinie z dziećmi, i dzielą z nimi pokoje. Tak więc, nad sobą i obok siebie miałam łóżka podopiecznych, co z jednej strony dawało mi mniej prywatności. Z drugiej jednak, zawsze byłam obok nich, gdy mnie potrzebowały.
W dniu przyjazdu dzieci na polanie został rozlokowany dmuchany zamek ze zjeżdżalnią prosto do wody oraz nadmuchiwany tor przeszkód. Była też ogromna wersja Twistera na wielkim materacu. Każdy z counselorów miał tamtego dnia wyznaczoną rolę. Mnie przypadło zabawianie dzieci na polanie. Tamże właśnie podeszła do mnie 7-mio, może 8-mio-letnia dziewczynka i od razu zaczęła mówić.  Buzia jej się nie zamykała, była przeurocza. Razem się wygłupiałyśmy i tańczyłyśmy na materacu. Podczas gdy dzieci poprosiły tą małą dziewczynkę o kręcenie kołem od Twistera, ja na chwilę spojrzałam w inną stronę. Gdy popatrzyłam z powrotem na pole twistera, mała dziewczynka była we łzach. Okazało się, że koło twistera upadło prosto na jej głowę. Szybko zabrałam małą do dyżurki pielęgniarek; trochę  krwawiła z tłu głowy. Zdołałam małą trochę uspokoić, ale miny pielęgniarek nie były obiecujące. Po opatrzeniu rany okazało się, że jednak nie było tak źle jak to wyglądało. Ponieważ byłam na campie nowa, pielęgniarka spytała mnie, skąd jestem. "I`m from Poland" (Jestem z Polski) - odpowiedziałam. Na to dziewczynka momentalnie się ożywiła i zawołała z radością: "Hehe, my parents are Polish!" (Hehe, moi rodzice są Polakami!). Myślałam, że się przewrócę. "To rozumiesz po polsku?" - zapytałam. "Yhyh, TAK!" - odparła, po polsku. Od tamtej pory ja i Ania byłyśmy na campie jak najlepsze koleżanki . Za każdym razem, gdy mnie widziała, podbiegała do mnie i mocno się przytulała. Jak była gdzieś dalej, ale mnie widziała, to wołała: "Cześć!" po polsku. Nie umiem opisać, ile radości dało mi to dziecko.
Wieczorem mieliśmy oficjalnie powitać nowy turnus dzieciaków. Każda specjalizacja robiła mini show, po czym było ognisko. Na ognisku z kolei wychowawcy każdej narodowości mieli pokazać coś charakterystycznego dla ich kraju. Mieliśmy sporo Brytyjczyków, Australijczyków, parę Kanadyjczyków, trochę Amerykanów, ale ja byłam jedyną Polką. Kaśka pracowała w kuchni i miała w tamtym dniu wolne. Pomyślałam, że zagram i zaśpiewam piosenkę "Moi przyjaciele", która bardzo kojarzyła mi się z tym latem, a tak wiele dla mnie znaczy. To był największy turnus tego lata - 270 dzieciaków plus wychowawcy i cała obsługa campu, łącznie jakieś 350 osób. Ledwo ich pomieściliśmy w kręgu ogniska. Pożyczyłam gitarę od Australijczyka Shakes`a i gdy przyszła moja kolej, dostałam takiej tremy, że myślałam, że tego nie opanuję. Nawet teraz pocą mi się ręce, gdy to piszę. Powiedziałam do wszystkich: "Pierwszy raz występuję przed publicznością 350-ciu osób i trochę się denerwuję, ale tylko trochę. Jeśli więc usłyszycie jakiś zgrzyt, to mi wybaczcie".   Ludzie zaczęli się śmiać, a potem zapadła absolutna cisza. Potwornie trzęsła mi się noga i myślałam, że upuszczę gitarę. Nie miałam mikrofonu, więc musiałam być na tyle głośna, żeby wszyscy mnie usłyszeli. Zaczęłam grać i śpiewać i wszyscy zamarli. Opanowałam się. Gdy skończyłam, rozległy się tak głośne brawa, jakich nigdy nie dostałam. Co za uczucie! Po mnie ktoś tam poprowadził parę zabaw, a na koniec jeszcze ja poprowadziłam moją ulubioną z campu Bothin - Let me see your... Byłam już dużo bardziej ośmielona, więc poszłam na całość. Ludzie tarzali się ze śmiechu. Teraz już cały camp mnie znał.
Następny dzień zaczął się niezbyt przyjemnie. Chłopcy jeszcze przed śniadaniem zaczęli obrzucać dziewczyny balonikami z wodą. A 8 rano wcale nie było ciepło. Tamtego dnia przebierałam się jeszcze ze 4 razy. A w chłopców jakby coś wstąpiło. Nie darowali żadnej dziewczynie - ani opiekunce, ani kolonistce. Wieczorem dyrektor campu, B`Dawg, oznajmił, że jeśli ci, co zachowywali się najagresywniej, nie ujawnią się, to chłopcy nie wezmą udziału w wieczornych zajęciach. Początkowo nikt się nie przyznał, więc B`Dawg kazał im się rozejść. Dopiero gdy dziewczyny usilnie zaczęły skandować, poskutkowało. Bez nich zajęcia w ogóle by się nie odbyły, bo miała się odbyć gra pt. wojna płci. Wojna płci się odbyła i było przezabawnie. Dwa dni później dziewczyny dokonały aktu zemsty na chłopakach. Odbyła się bitwa na balony z wodą, mąkę i piankę do golenia. Wszyscy wyglądaliśmy po niej jak nieboskie stworzenia. Zabawa była przednia, ale zaraz po niej, brudni, musieliśmy iść na popołudniowy blok zajęć.  Akurat trafiłam na popołudniowe gry aktorskie, które tym razem poprowadził B`Dawg. Nasz dyrektor campu skończył studia aktorskie i występował na Broadway`u. Zajęcia okazały się mistrzowskie, ależ było śmiechu!
Wieczorami dzieci miały zwykle wspólne zajęcia. Raz była to Casino Night, czyli noc w campowym "kasynie". Innym razem survivor night, czyli "noc przetrwania". Brałam w tym wszystkim udział, nadzorując dzieci. Było super.
Dziewczynki z mojej kabiny miały 9-11 lat. Jak już wspomniałam, ten wiek najbardziej mi odpowiada. Lubiłam je, choć były rozpuszczone jak dziadowskie bicze. Jedna wiecznie narzekała, druga wciąż powtarzała, jaka to jest sławna. "A ja grałam w serialu xx (tu padał tytuł serialu, który nic mi nie mówił). Pamiętasz ten odcinek, gdzie siedzi przy stole dziewczynka z ręcznikiem na głowie i bawi się koralikami? To właśnie byłam ja." Nawet nie dała mi powiedzieć, że zupełnie nie wiem, o czym ona mówi...
W czwartek wieczorem moje dziewczynki były z jakiegoś powodu bardzo podekscytowane. Było już przed 23:00, a one chichotały i gadały. Ja za to byłam wyjątkowo zmęczona. W końcu powiedziałam im, że zaśpiewam im kilka piosenek, jeśli będą cicho. Dały się przekupić.  Robiłam to już na campie Sugar Pine i skutkowało. Tutaj też zadziałało. Dzieci zasnęły mi dobrze po 23:00. O północy obudziło mnie wycie syren. Przestraszyłam się nie na żarty. Musiałam w parę minut zebrać całą kabinę dzieci i udać się z nimi do hot zone. Walczyłam z sennością. Byłam nieprzytomna i zła. Przecież tyle co udało mi się uśpić dziewczynki! B`Dawg ponownie przemówił przez mikrofon. Mówił coś o niespodziance i o tym, że warto zaczekać i nie wracać do łóżka. "Jeśli to gra nocna, to ja odpadam" - pomyślałam. Żadna z moich dziewczynek nie zdecydowała się iść spać. Musieliśmy przespacerować kilkaset metrów. Już z daleka było widać srebrną rakietę i słychać dziwne dźwięki. Doszliśmy na miejsce przez srebrny korytarz i zobaczyliśmy stoły, a na nich góry... słodyczy pod każdą postacią! Najbardziej podobała mi się fontanna z białej czekolady, w której można było zamaczać np. truskawki. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej widziałam większą łakociową wyżerkę.. A więc to była Midnight Delight, o której mówiło kilka dziewczynek dzień wcześniej. Nie wiedziałam o co im chodziło. Jeden z chłopców, Anton, powiedział, że przygotowywali tą ucztę od południa... Bardzo żałowałam, że nie wzięłam aparatu. Nasze śniadanie było przesunięte na godzinę później... J
Ostatni dzień turnusu to były pokazy tego, co dzieci dokonały w ciągu tygodnia na campie - show kaskaderskie, występy tańczące i śpiewające, pokaz mody itd. Wieczorem była ceremonia zamykająca. Utworzyliśmy 1 krąg, te ponad 300 osób, zgasły światła i zostały tylko świeczki... Krąg świeczek.
W sobotę rano, dzień wyjazdu podopiecznych,   miałam świadomość, że to już prawie koniec. Co niektórzy wyjechali jeszcze przed śniadaniem, bo mieli loty, więc nie zdążyliśmy się pożegnać - szkoda. Nas, counselorów, czekał dzień intensywnego sprzątania w jeszcze bardziej intensywnym słońcu. Na sam koniec byłam wykończona, i smutna zarazem. Kończył się czas pracy i poczucia względnego bezpieczeństwa, a zaczynało się nieznane. Czekałam na podróże z niecierpliwością, ale bałam się trochę. Mogłam tylko ufać, że będzie dobrze. Tymczasem ostatniej nocy na campie czekało mnie ostatnie Staff party...

ENGLISH:
For  the New session I had  to move from the cabin 12 to the cabin 9, which meant lifting my suitcase 30 m up the hill. I had to say bye to my Aussie cabin mates thus I started to live with Lyric - an English girl from Colchester. We quickly started getting along really well and we found out that we have a lot of things in common. Her accent used to remind me of my best friend Sarah so it was nice to listen to her talking. We lived with 10 campers in one cabin there. At this camp counselors live in one cabin with campers and they share rooms with them. Thus, above me, next to me and all around there were beds of the kids, which from one hand used to give me less privacy. From the other hand though, I was just right next to them if they needed me.
On the day of the campers arrival there was set a blown Castle with a chut straight into the water. The was also a huge version of twister game and a large mattress. Each of the counselors had a specific role on that day. I was supposed to entertain the kids in the field. There was a 7-, maybe 8-year-old girl in the field there who came up to me and started chatting. She wouldn`t stop talking, she was so cute and sweet. Altogether we were dancing and jumping on the twister mattress. While the kids were asking the little girl to roll the twisters circle, I looked for a moment somewhere else. When I looked back towards the twister area, the little girl was in tears. I found out the twisters circle fell off straight onto her head. I took her quickly to the health center, she was a bit bleeding from the back of her head. I managed to calm the girl a bit down, but the nurses faces didn`t look promising. After they cleaned up the head though, we found the scratch was not as bad as it looked. After everything one of the nurses asked me where I was from, as I was still new at that camp. "I`m from Poland" - my answer was. The little girl suddenly cheered up and she said: "Hehe, my parents are Polish!". I thought I would pass off. "So you understand Polish?" - I asked her in Polish, and her answer was: "uhuh, TAK", which meant "uhuh, YES" in my native language. From then me and Ania were like best buddies there at camp. Every time she saw me, she would run to me and would give me a big hug. If she was somewhere further, but she was seeing me, she would yell: "Cześć", which means "Hi!" in Polish. I can`t even explain how much joy that child had given to me.
In the evening we were going to officially welcome the new session kids. Each specialty was doing a mini show and after that there was a camp fire. During the camp fire the counselors representing their nationalities, were supposed to show something from their country. We had a lot of British, Americans, a couple of Canadians, quite a few Americans, but I was the only Polish. The other Polish girl, Kasia, working at the camp kitchen, was having a day off then. I thought I would sing a Polish song "Moi przyjaciele" ("My friends"), which so much used to remind me of the summer and so much means to me.   It was the biggest session that summer, 270 kids plus the counselors and the support staff, altogether 350 people. We barely managed to fit them in the camp fire area. I borrowed a guitar from an Aussie guy - Shakes, and when it came to my turn, I thought I would die. Even now my hands are sweaty when I think about it. I said to everybody: "For the first time I`m going to sing in front of such a huge audience, 350 people, and I`m a little bit nervous, just a little bit though. If you hear something like "eeeeek", forgive me then". People started laughing and then there was an absolute silence. My leg was shaking horribly and I thought I would drop the guitar. I did not have a microphone thus I had to sing loudly enough so everybody could hear me. I started playing the guitar and singing and I felt like everyone stopped breathing. I managed. When I was done, I heard an applause I had never gotten in my entire life. What a feeling! After me some people leaded on certain games and in the end I leaded on my favorite game-song from camp Bothin - let me see your... I was being much more brave now and I went for it. People were rolling on the floor. Now all the camp would know me.
The next day did not begin too nicely. The boys would start throwing water balloons into girls from the early morning. And at 8 am there wasn`t too warm at camp. On that day I would  change my clothes 4 times. And the boys were being like evil. They wouldn`t let stay dry neither a female camper or a female counselor. In the evening the camp director, B`Dawg, said that if the people who were acting most aggressively did not show up and apologize, none of the guys would have participated in the evening activities that night. Firstly nobody would apologize thus B`Dawg would tell them to go back to cabins. After the girls started protesting for a while, it worked. Without the guys the evening activity wouldn't have happened at all, as there was supposed to be a game girls vs boys. The "war" happened and it was amusing. Two days later the girls made a revenge on guys. We had a fight with the water balloons, flour and shaving foam. Everyone looked ridiculous after that. It was an awesome fun but after the fight, super dirty,  we had to go straight to the afternoon activities. I had acting games that afternoon, which this time were provided by B`Dawg. Our camp director did Drama/Acting studies and used to be a Broadway actor. The activity was amazing, and I had a lot of good laughter.
In the evenings the kids would usually have special activities altogether. Once it would be a Casino night. Another time it would be a Survivor night. I took part in all of them, counseling the kids. That was fun.
The campers from my cabin were in the age of 9-11. As I said before, this age suits me the best. I liked those girls, even though they were super spoiled. One of them used to complain about everything, another used to tell me how famous she was. "I was playing in a series xx (and here she mentioned a title that wasn`t telling me anything). Can you remember the episode where there was a girl with a towel on her head, sitting by the table and playing with beads? That was me". She wouldn`t even let me tell her that I had no clue what she was talking about...
On Thursday night my campers were for some reason really excited. It was almost 11 pm, and they would laugh and chat. And I was ridiculously tired. I finally told them that I would sing them a few songs if they were quiet. They went for it. I used to do it at camp Sugar Pine and it worked. Here it did too. The kids fell asleep well after 11 pm. At midnight I was woken up by the fire alarms. I had to get my kids within a couple of mins and take to the hot zone. I was fighting with sleepiness. I was almost unconscious and angry. I just barely managed to get the girls go to beds! B`Dawg said to the microphone something about a surprise and that it would be worth to stay and not go back to bed. "if it`s a night game, I`m not in" - I was thinking. None of my girls decided to go back to sleep. We had to walk a few hundred meters. Already from a further distance we could see a silver rocket and weird sounds. We got to the place walking through a silver hall and then we saw the... tables full of candies and sweets! I liked the white chocolate fountain, which you could put the e.g. strawberries in. I do not know if I had ever seen a bigger candy party... so THIS was the Midnight Delight that some of my campers were talking about the day before. One of the guys, Anton, said that they had been preparing it since the noon. I really wish I could have had my camera with me. We had our breakfast an hour later...
The last day of the session was based on showing what the kids had achieved during that week spent at camp - stunts show, dancing and singing shows, fashion show etc. At night we had a closing ceremony. We made one circle, over 300 people, other lights were switched off and the only light was made by candles... A circle of candles. Beautiful.
On Saturday morning, on the day of campers departure, I started realizing that it was almost an over. Some people left already in the early morning, before the breakfast, so we couldn`t say goodbye to each other - a pity.
Us, counselors, were going to spend the last day at camp on strong tidying it up in even a stronger sun. By the end of that day I was exhausted, and sad at the same time. The working time was going to finish and with that my sense of security, and something new was beginning. I was really looking forward to my travels, but they were also making me a bit scared. I could only trust that everything was going to be ok. Anyway I was going to spend the last night at camp on staff party...
Slideshow Report as Spam

Comments

starlagurl
starlagurl on

Lots of photos!
Nice ones, I'm glad you found a Polish friend to talk to...

Louise Brown
TravelPod Community Manager

bogna
bogna on

Re: Lots of photos!
Wow,a comment from You...:) yeah, I stopped believing in coincindense a long time ago. Too many random - but not random - meetings...:) Many greetings

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: