3rd session - Moonlight Magic

Trip Start Jun 14, 2007
1
15
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , California
Sunday, July 8, 2007

POLSKI:
Wiedziałam, że to będzie "płaczący" turnus już w dniu przyjazdu dzieci. Żadna dotąd dziewczynka nie płakała mi w momencie odjazdu rodziców. Płakały Riley i Annie. Potem, w nocy, Emilie nie mogła się uspokoić, a z Riley musiałam zagrać w wyliczankę, w którą gra zawsze przed snem z mamą. Emilie mama zawsze czyta bajkę na dobranoc, o czym przypominało jej się zawsze już po zgaszeniu świateł. Opowiadałam jej więc historyjkę wymyśloną na poczekaniu przez następną godzinę. Wyszło mi chyba nieźle, bo zasnęła, uspokojona.
Turnus "Magia księżycowego światła" nie mógł obejść się bez nocy, więc zwykle chodziliśmy spać późno, a poranki były spokojniejsze. Dwie noce z rzędu spaliśmy na łące, żeby obserwować gwiazdy. Mój kręgosłup kiepsko zniósł spanie na ziemi, ale cóż. Robiliśmy też "gwiezdny" program - uczyliśmy się jak używać teleskopu, o misjach w kosmosie itp. Mieliśmy też jeden poranek, w którym wychowawcy opowiadali bajki/podania/legendy. Ja połączyłam 3 polskie legendy w 1 - Szewczyka Dratewkę z legendą o Wandzie co Niemca nie chciała i o smoku Wawelskim. Dzieciaki słuchały z szeroko otwartymi oczyma i buziami. Pokazałam im też pocztówki z Krakowa i Wieliczki, gdzie te legendy w dużej części miały miejsce.
Rose opowiadała o miasteczku w Anglii, z którego pochodzi. Ciekawa była jej historia o moście łączącym Szkocję i Anglię oraz o królowej Wiktorii. Potem też uczyliśmy dzieci śpiewać piosenkę - Shooting Star. Gdy nasz programowiec - Tiny, przyszedł z gitarą, żeby nam ją zagrać, dzieci właściwie już ją umiały i śpiewały prawie całość z pamięci. Wyszło im to tak cudownie, że Tiny - twardziel na całej linii - autentycznie się popłakał. Niesamowite!
To już był dla mnie trzeci turnus zamieszkiwania w budynku Manor House i drugi w pokoju z Ziggy. Bardzo polubiłam tam mieszkać, a moja więź z Ziggy coraz bardziej się zacieśniała - rozmowy do drugiej w nocy, wygłupy, albo wspólny płacz w gorszych momentach zbliżały nas do siebie..
Przyjechał też chłopak z Francji, z jakiegoś programu wymiany kulturowej - którego nazwałyśmy Candy (czyli cukierek). Prawie wszystkie dziewczyny się o niego zabijały. Nigdy w życiu nie widziałam tak głośnego posiłku na stołówce jak w dniu jego przyjazdu. Każda dziewczyna próbowała zwrócić na siebie jego uwagę, co obserwowałam z Houston i Ziggy i było to przednią zabawą. Wkrótce okazało się, że Ziggy i Candy mieli się ku sobie, a reszta counselorek zaczęła dawać jej kłody pod nogi. Nie rozumiałyśmy, dlaczego niektóre Amerykanki są dla Ziggy czy dla mnie (choć w dużo mniejszym stopniu) takie wredne. Wytłumaczył nam to Paris (z Paryża w Terasie:)), który tak jak Candy, przyjechał na nasz camp pomóc nam w sprawach naprawczych. "Dlaczego takie są? Bo są zazdrosne o was! Wy jesteście ładne, chude, mądre, mówicie kilkoma językami, a one nie równają się do waszego poziomu..."
Któregoś dnia jedna z naszych dziewczynek, Heather, miała  poważne problemy żołądkowe. Co zjadła lub wypiła, to zwracała. Takie małe ciałko, była bezwładna i bezradna. W czasie lunchu położyła mi głowę na kolanach i od razu zasnęła. Aż żal mi było się ruszać, żeby jej nie obudzić. Opiekowałam się nią przez pół dnia, a potem pałeczkę przejęła Thunder.
Thunder jest fantastyczna. Z początku myślałam, że jest dziwna - nosi ciuchy z jakby innej epoki (choc ma ładną twarz), jest bardzo spokojna i nie ma szalonych pomysłów jak inne counselorki.   Ale tak naprawdę   jest niezwykła w pozytywnym tego słowa znaczeniu - jest nadzwyczaj inteligentna i pomysłowa, wspaniale mi się z nią rozmawia. Dzięki takim osobom jak ona uczę się nie oceniać ludzi po wyglądzie.
Wracając do Heather, dziewczynka była naprawdę chora. W czasie choroby wiadomo, że tęskni się za domem bardziej niż zwykle. Było mi jej strasznie żal, bo to przemiłe dziecko. Nie wiem dlaczego, ale azjatyckie dzieci do mnie lgną. Małe Chinki, Japonki, Tajki itp. po prostu mnie uwielbiają. Heather też jest małą Azjatką. Gdy na następny dzień poczuła się lepiej, dała mi prezent z wdzięczności za opiekę. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Inne dziewczynki również bardzo martwiły się o swoja koleżankę, szczególnie jej przyjaciółka - Katrina. Napisały wszystkie, bez żadnej namowy ze strony wychowawców, kartkę dla Heather: "Get well" ("Wyzdrowiej").
Co jeszcze zauważyłam, to to, że co najmniej kilka dzieci z mojej grupy było adoptowanych. Dwie z nich pochodzą z Etiopii, dwie z Chin, a jedna z jeszcze innego państwa w Afryce. Szkoda, że w Polsce ludzie mają takie opory w adopcji dzieci. Od tego, kto je wychowa, zależy przecież ich przyszłe życie! W pierwszym turnusie mieliśmy mamę z dwoma naszymi kolonistkami. Okazało się, że wraz z mężem, ta kobieta ma sześcioro dzieci, w tym czworo adoptowanych. Jestem pełna podziwu i szacunku dla takich ludzi.

ENGLISH:
I knew it would be a "teary" session from the day of campers arrival. None of the girls hadn`t cry before when her parents were leaving. Especially Riley and Annie were crying. Later on, at night, Emilie couldn`t calm down and I had to do a clapping game with Riley that she always used to play with her mum before going to bed. Emilie`s mum always used to read her a story before sleep, which she`d always remind me about after the lights out. I`d be telling her a story for another hour created at that moment instead. It must have come out not bad I suppose, as Emilie had fallen asleep, calmed down.
The Moonlight Magic session couldn`t have lived without a night, so we used to stay up late and the mornings would be chillin`. Two nights after nights we`d sleep in the field to do a star gazing. My back didn`t really like to sleep on the ground but oh well. We also did a "star" program, which had taught us things such as how to use a telescope or about missions in the space. We also had a morning when the counselors would tell kids stories/legends/fairies. I told the kids a story something like 3 in 1 - connected 3 different Polish legends. The campers were opening their eyes and mouth widely. I also showed them some postcards from Krakow and Wieliczka, related to my story.
Rose told a story about her home town in England, where she is from. There was a very interesting story about a bridge connecting England with Scotland and the Queen Victoria. Later on we were teaching kids a song - Shooting Star. When our program director - Tiny, came to us with his guitar to play for us the song, our campers already memorized it.  They sang the song so beautifully, that they made Tiny - that never shows his feelings - truly cry! Incredible!
It was already a third session of living at the Manor House to me and the second session of sharing  my room with Ziggy. I started to really like living in there and my relationship with Ziggy became stronger and stronger - chats until 2 in the morning, pranks, or crying altogether in the worse moments...
There also arrived a guy from Fance that week, as a participant of a students exchange program. We called him Candy. Almost all  of the counselors would kill each other for him. I had never seen as laud meal at the dining hall as on the day of his arrival. Almost every single girl was trying to pay his attention on him, and me, Ziggy and Houston were making such a good fun at them! Soon after that Ziggy and Candy started to like each other and some of the girl counselors started to be scruvy to Ziggy. We couldn`t get why some of the Americans were so mean to Ziggy and me (a bit, mut much less) to me. Paris - a guy from Paris in Texas, who just like Candy came over camp to help out with maintenance things, explained it to us: "You want to know why they are so shabby to you? Because they are jealous of you! You are skinny, pretty, smart, you speak a few languages and they can`t even compare themselves to your level..."
The other day one of our campers, Heather, had a really upset stomach. She`d throw up everything what she ate or drink. Her body was so small and she had no energy and she just couldn`t help. During the lunch she put her head on my knees and fell asleep straight away. I wouldn`t even move to not wake her up. I had been looking after her for half a day and then switched with Thunder.
Thunder is fabulous. At the beginnings I thought she was a bit weird - she wears clothes like not from this époque (she is pretty faced though), she is very calm and doesn't go for crazy ideas like the other counselors. In fact she is unique in a positive way -   incredibly smart and creative,   she is fantastic to talk with. Thank to people such as her I learn not to judge people from their look.
Anyway, Heather was really sick and when you`re ill,  you get homesick easier than usually. I was feeling really sorry for her, she was such as sweet child! I don`t know why, but Asian children liked to stick with me. Little Chinese, Thai and Japanese kids used to adore me at camp. Heather was also Asian. When she started to felt better on the next day, she gave me a present for looking after her. I didn`t know what so say. The other campers were also worried about their camp mate, especially her best friend - Katrina. All of them wrote, without any suggestions from counselor, a card to Heather: "Get well".
I also noticed that at least a few kids from my unit were adopted. Two of them were Ethiopian, two - Chinese, and one was from another African country. A pity that in Poland people are so afraid of adopting children. Who is going to raise them, depends on their future lives! During our first session we had with us a mummy with two our campers. She told me that she had six children, four of them adopted. I am full of respect and admiration to such people.
Slideshow Report as Spam

Post your own travel photos for friends and family More Pictures

Use this image in your site

Copy and paste this html: