Dan the policeman and Polish showers

Trip Start Nov 24, 2006
1
31
44
Trip End Jun 28, 2008


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Romania  , Tulcea,
Sunday, April 20, 2008

POLSKI:
Gdy łapiesz stopa, a w pobliżu stoi radiowóz policji, to masz prawie zagwarantowane, że nikt się nie zatrzyma. No chyba, że jest to policjant we własnej osobie...
Najpierw przejechaliśmy zaledwie kilka km z Marasesti, i to na dwie raty. Musiałam posłużyć się moim (bardzo) słabym hiszpańskim, żeby móc porozumieć się z jednym z naszych kierowców. A potem... długo, długo nic. Przeszłam z Marcinem kilka km plecakami, żeby wydostać się z jakiś "pierdzieszowic".   Po drodze spotkaliśmy dwie pary naszych - Martę z Piotrkiem i Kasię z Arkiem. Im również nie szło dobrze. Stanęliśmy w pewnych odstępach od siebie. Po dłuższej chwili zauważyliśmy, że Kasia i Arek kogoś zatrzymali. Kilka sekund i podjeżdżają do nas, gestykulując, żebyśmy wsiadali. Kierowcą okazuje się Dan, wprawdzie nie na służbie, ale... policjant :D Słuchał old school rocka, w jego samochodzie było przyjemnie chłodno, i fantastycznie nam się rozmawiało. Droga, którą jechaliśmy, była prawie pusta. Zaczęłam się już zastanawiać, jak my się dostaniemy do Tulczy, gdy Dan nas wysadzi tam gdzie miał. A on jechał i jechał, aż nad rzekę, przez którą trzeba było przeprawić się barką. I wtedy "wydało się", że Dan - nie wiem czy z nudów, szczytu uprzejmości, nadmiaru czasu czy paliwa w baku - zawiezie nas do samej Tulczy, tj. grubo ponad 100 km dalej niż miał! Dawno nie śmiałam się tyle co wtedy. Rozmawialiśmy o różnych przyczynach, dlaczego ludzie biorą nas (przynajmniej mnie) na stopa. Kilka takich syndromów opisuję poniżej.
Niestety, nie zdążyliśmy na statek odpływający o 13tej z Tulczy do Suliny. Byliśmy w porcie po 15tej, a i tak naszej czwórce poszło fantastycznie w porównaniu do innych. Wysiedliśmy z samochodu i stoimy przy nim z Danem przez dłuższą chwilę. Widać, że on chciał coś jeszcze powiedzieć, więc czekaliśmy, aż to siebie wydusi. "Może pójdziemy jeszcze na piwo?"... No jasne, że tak! Tego trzeba nam było - zimny browarek w upalne popołudnie. I zgadnijcie co? Nie wiem nawet kiedy, ale nie dość, że już tyle dla nas zrobił, to jeszcze zapłacił za nas w barze! Nie wiem czy wszyscy Rumuni są tacy, ale dla tych, których spotkaliśmy do tamtej pory, warto było przyjechać do Rumunii. To na rumuńskich Romów (określenie bardziej pejoratywne - cyganów) należy uważać, a nie normalnych obywateli! Ci drudzy to fantastyczni ludzie, którzy nieba ci uchylą, żeby ci pomóc. Pożegnaliśmy się w fantastycznych humorach i czas było znaleźć nocleg dla całej grupy 17tu osób. I wtedy spotkaliśmy paru Polaków - chłopaków pracujących w stoczni w Tulczy. Ja i jeszcze dwie osoby poszły z nimi w potencjalne miejsce na rozbicie się. Polana była tuż obok wyschłego stawu i nie wyglądała zbyt bezpiecznie. Za to z drugiej strony sadzawki, znaleźliśmy stary klub kajakowy i TAK, pozwolono nam postawić   7 namiotów na jego terenie, za darmo. Do tego Polacy, którzy nas zaprowadzili w to miejsce, użyczyli nam pryszniców w hotelu w pobliżu, gdzie mieszkali. Co za komfort i radość! Takie rzeczy dopiero się docenia, gdy nie masz możliwości porządnie się umyć przez 3-4 dni. Padłam dość szybko tamtej nocy i choć kamienista ziemia wbijała mi się w żebra, spałam dobrze.
Rano zebraliśmy się z namiotami i podziękowaliśmy naszym gospodarzom za zaoferowanie nam zamkniętego terenu na rozbicie się. O 13tej już siedzieliśmy na statku do Suliny (koszt w 1 stronę - 25zł) - 5-tysięcznej miejscowości i brzegu Morza Czarnego. 6 godzin rejsu, wiatru i słońca dało nam opaleniznę niczym z Wysp Kanaryjskich. A Sulina? To stuprocentowy folklor, ale o tym w następnym wejściu...
Nabokov opisał w "Lolicie" typy autostopowiczów. Ja, sama jeżdżąc trochę po świecie z przypadkowymi ludźmi zaczęłam się zastanawiać, dlaczego się zatrzymują. Poniżej moje przemyślenia. Jeżeli komuś nasuwa się jeszcze inny, nieopisany przeze mnie przypadek, proszę o email. Oczywiście czytać z przymrużeniem oka. Psychologiem nigdy nie byłam i nie będę, to są tylko takie moje przypadkowe myśli...
Syndromy autostopowicza, czyli dlaczego biorą nas na stopa:
Syndrom córki - już kilka razy zdarzyło mi się, że zatrzymała się (jadąca sama) kobieta, dobrze po 40tce, jeśli nie po 50tce. Za każdym razem stwierdzała, że nigdy, przenigdy nie bierze autostopowiczów, ale zobaczyła mnie machającą i ujrzała swoją córkę (przeważnie dziewczyna w podobnym wieku do mnie). Zwykle taka kobieta zabiera mnie dalej niż miała, często do samego celu, żebym tylko była bezpieczna.
Syndrom dziecka/wnuczka - są to pary małżeńskie, z tym że bliżej im do wieku moich dziadków. Sami mają dorosłe już dzieci, jeśli nie wnuki - i oczywiście widzą w tobie swoją dziatwę. Jest jeszcze opcja b, tzw. syndrom rodzeństwa. Zdarza się, gdy jeżdżę w parze z jakimś chłopakiem - wtedy zatrzymane małżeństwo ma dwoje dzieci/wnuków - oczywiście dziewczynkę i chłopca.
Syndrom tirowca - dotyczy wszelakich kierowców ciężarówek i samochodów dostawczych, których droga hamowania jest znacznie dłuższa niż w samochodach osobowych. A jednak lubią się zatrzymywać i są zwykle bardzo w porządku. Dlaczego? Bo w czasie swojej długiej jazdy mają przynajmniej do kogo buzię otworzyć. Polecam!
Syndrom księdza - zgodnie z dewizą "miłosierdzie dla bliźnich", kilka razy zabierali mnie księża. Nic dodać, nic ująć.
Syndrom wypas bryki - zwykle facet w średnim wieku, czasem młodszy, biznesmen lub osoba na stanowisku. W jego samochodzie można by zasadniczo zamieszkać, przynajmniej ja nie miałabym nic przeciwko temu. Ten typ nigdy nie schodzi z komórki (a raczej: zestawu głośnomówiącego) i jego tematy wyczerpują się na opowieściach, kim jest i jak doszedł do swojej małej fortunki, lub ile wyciąga jego bryka.
Syndrom samotnika - dotyczy facetów między 24 a 35 rokiem życia, którzy nie znaleźli jeszcze kobiety swojego życia. Ich życiem jest praca i względnie samochód (w przeciwieństwie do typa "podziwiajcie moją brykę", są błyskotliwi i potrafią rozmawiać na wiele tematów), dlatego nie mają nic przeciwko wożeniu swoich pasażerów kilkadziesiąt kilometrów dalej, w ramach urozmaicenia. Również bardzo polecam.
Syndrom sami swoi - przeważnie mężczyzna, niekoniecznie samotny, ale jadący akurat sam w tym momencie. Za młodu przemierzył swój kraj/kontynent/świat autostopem i teraz zabiera młodych, w ramach rewanżu.
Syndrom innego - gej, lesbijka, Rom, buddysta, szalony hipis... cokolwiek przychodzi wam na myśl pod hasłem "obcego", w społeczeństwie oczywiście. Wewnętrznie niezwykle bogaci ludzie, czasem ich "obcość" jest trudna do określenia z góry, bo powierzchownie mogą wydawać się "normalni". Podążają jak koty, własnymi ścieżkami, ludzie się ich boją lub milkną w ich obecności. Zupełnie niepotrzebnie. To oni sami zwykle zaczynają temat swojej inności, są otwarci i wrażliwi, niezwykle inteligentni. Uwielbiam z nimi jeździć, bo zawsze uczą mnie czegoś nowego, a co najmniej - lekcji tolerancji.
Syndrom "zwariowałaś???" - jak tylko wsiądziesz do ich auta, zaczynają od "odbiło ci? Stopem jeździsz?!?!?" Nie musisz pytać "to dlaczego mnie wziąłeś?", bo to raczej jasne. Z litości, że ktoś inny mógłby zrobić ci krzywdę, on/ona (zwykle jednak ona) cię wspaniałomyślnie uratuje. Gatunek często spotykany w USA. Przeważnie nie jest im po drodze i podwożą cię tylko kilka ulic dalej, ale mają poczucie spełnionej misji .
Syndrom spowiednika - opowiedzą ci historię swojego życia, opowieści najbardziej mrożące krew w żyłach, jak na spowiedzi, bo... już nigdy więcej ich nie spotkasz. Często jest to jedyny powód, dlaczego cię zabrali - bo nie mają komu się wygadać.
 
ENGLISH:
When you are trying a hitchhike and there`s a police car nearby, guaranteed none of the cars will stop by. Unless it`s a policeman himself...
Firstly we did just a few miles from Marasesti, and we had to change twice. I had to use my (very) poor Spanish, in order to communicate with one of our drivers. And then... nothing for a long while. I walked with Marcin quite a few km, just to get off a town in the middle of nowhere. We met on our way a few of our people - Marta and Piotrek and also Kasia and Arek. Their hitchhike wasn`t doing well either. We stood in certain distances from each other. After a while we noticed that Kasia and Arek managed to stop somebody. A few seconds and they are coming towards me and Marcin, telling us to hop on. The driver`s name was Dan, that was, not on a duty at that moment, but... a policeman :D. He listened to old school rock, inside of his car there was nicely cool, and he was fantastic to talk with. The road we were going through, was slightly empty. I started to think how the hell we would get to Tulcea when Dan drops us off where he was supposed to. And he wouldn`t stop driving, till we got to a river and took a ferry in order to get to the other side. And then we found out - that Dan was going to - I have no clue what was the real reason, if he was bored, so extremely polite, had too much of spare time, or too high level of the fuel in his car - to take us straight to Tulcea, which technically meant to him driving many more than 100 km more one way than he was supposed to!  I hadn`t laughed so hard in a long time. We were talking about different syndromes why people take hitchhikers (well at least myself). You can read about  few of those syndromes below.
Unfortunately, we didn`t manage to get to the ferry leaving from Tulcea for Sulina at 1 pm. We were at the port about 3 pm, where 4 of us were really lucky comparing to the others. We got off the car and were standing there with Dan for a while. You could tell that he wanted to say something else, so we were waiting for him till it would come out of him. "Shall we go for a bear?"...  Sure yeah! That was what we needed - a cold drink in a hot afternoon. And guess what? I honestly don`t even know when, never mind he did so much for us, but he paid for our bear at the pub! I don`t know if all the Romanians are like these ones we`d met so far, but it was worth to come to Romania for meeting them. You need to watch out for the Romanian gypsies, not for normal citizens of the country! Those ones are always ready to help you out. We were in great moods when saying goodbye to each other and then it was time to find a place to stay overnight for 17 of us. And then we met a couple of guys, working on ships in Tulcea. Me and a 2 other people went with them to the place we could potentially sleep in. The field was located right next to a sort of dried lake and it didn`t look too safe. We found an old kayak club on the other side of the lake instead and yes, they let us put 7 tents in its area, for free. Moreover, the Polish guys that took us to the place, they let us use the showers at the nearby hotel where they were staying. What a comfortableness and joy! You appreciate such little things once you have nowhere to douche properly for 3-4 days. I went to sleep quite early that night and despite the stony ground that was irritating my ribbons, I slept pretty well.
We folded our tents in the morning and thanked our hosts for letting us use their closed area to sleep in. Already at 1 pm we were sitting on a ferry going to Sulina (about 12$ for one way ticket) - a town of 5000 people, located by the Black Sea. 6 hours of the cruise, the wind and the sun gave us a tan as if from the Canaries Islands. And Sulina? It`s 100% of a folklore, but let me leave it for the next entry...
Nabokov had described in his "Lolita" some types of hitchhikers. When hitchhiking myself, in different parts of the world, I started to consider why do they stop. Below you can read my thoughts. If somebody has some more ideas for other syndromes, I`ll wait for your email. Please don`t take this too serious. I`ve never been and I am never going to become a psychologist, these are just my random thoughts.
The syndromes of hitchhikers, thus why do people stop:
A daughter`s syndrome - it has happened to me a few times already, when I stopped a woman in the age of over 40, if not 50. She always used to tell me that she never, ever stops for hitchhikers, but she saw me and she suddenly saw her daughter (usually a girl in the age similar to mine). Usually I`d be taken by such a woman much further than she`d planned, often to the place where I`m trying to get, just so I am safe.
A child`s/grandchild`s syndrome - they are a married couple, usually close to the age of my grandparents. They usually have already adult children, if not grandchildren - and they see their child in you. There is also an option b of this syndrome, siblings syndrome. It happens when I hitchhike with a guy - then the married couple has usually 2 children/grandchildren - of course a girl and a boy!
A truck`s driver syndrome - it`s all about trucks and delivery vans drivers. Their stopping distance is much longer than in normal cars. Though they like hitchhikers and they are usually very alright. How come? When they are driving such long distances, they really wish to open their mouth to somebody. I can totally recommend them!
A priest`s syndrome - according to the motto "lets love our brothers and sisters", I was taken a few times by a priest. Nothing to add.
A syndrome of a pimped ride - usually it`s a guy in the middle age, sometimes a bit younger. A businessman or a person with a good job. You could live in his car, well at least I wouldn`t mind it. This guy will never hang out his mobile phone (or rather: awesome earphones stuff) and the topics that he can talk about finish on how did his career look and how did he get his fortune, or how fast can be his car.
A single`s syndrome - it`s about men in the age of 24-35, who haven`t found a woman of their life yet. They are married to their job and sometimes car (though, oppositely to the guy "admire my car", they`re smart and can talk about hundreds of topics), thus they don1t mind taking driving their passengers tens of miles further than they are supposed to, just for an entertainment. I can totally recommend them as well.
My brother syndrome - usually a man, not necessarily single, but driving by himself at the moment. He used to hitchhike all around his country/continent/world when he was young and now he is paying back.
A weirdo`s syndrome - a gay, lesbian, gypsy, Buddhist, crazy flower-power...whatever you mean when you think of a weirdo/stranger, to a society obviously. These people have a very rich personality, sometimes the thing that makes them different is hard to tell from the first sight, they may seem to be "normal" at the beginnings. They act like cats, walking in their own ways, the people are afraid of them. Totally unnecessarily. They like to start topic about their weirdness first, they are open minded and sensitive, very clever. I love hitchhiking with them because they always teach me something new, at least a lesson of tolerance.
"Are you crazy???" syndrome - as soon as you get into their car, they start from:"Are you crazy?!?! HITCHHIKING??" You don`t need to ask: "So why did you take me?", as it`s pretty obvious. He/she (usually she though) thinks that is just saving your life from a murderer or another evil. This type ispretty common in the USA. They are actually not really going in your direction, they`ll take  you just a few blocks further, but it makes them feel that the mission has been completed.
A confessers` syndrome - they will tell you the story of their lifetime, the stories freezing blood, simply a confession, because... they are never going to see you again. Very often it`s the only reason they took you - they need to talk to someone.
 
 
 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: