Kakadu, Simon and flies

Trip Start Jan 22, 2010
1
14
18
Trip End Mar 22, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Australia  , Northern Territory,
Wednesday, February 17, 2010

ENGLISH:
"I stood on the road from Cloncury, next to the entry into the local airport. It was 11am, and it was getting hot. I had been stuck at the same point for about an hour. A white car passed next to me. By the way, that is my ability to describe a car - not the brand, just different colours. What brand was the car? I do not know, it was white ... It passed me and went away. And after two minutes, made a loop and turned, then stopped beside me. A guy around fourty, maybe even in his fifties. He said that goes in the direction of Darwin - that is, a couple thousand miles farther. And at least a few hundred in my direction. 
 I rode with Simon all day long. I found out he enjoyed watching bird life and was headed towards the Kakadu National Park. He showed me some pictures on his camera. Thanks to hours spent in the deadly Australian sun (even if somewhere in the bush), my driver contracted skin cancer. He showed me the scars fromthe tumours on his hands. But this did not discourage him to the passion of photographing birds. 
 We would drive for about 200km, and then we would do a break - for ice cream, coca cola, and pee. You`re driving for 100, 200, 300km, and all you see around is the emptiness. Only the dry grass and bush. And the more desert-like, the more flies around. Then you hit that marked on the map village which turns out to be a gas station with a small motel/roadhouse, run by 2 people. In the best case, a settlement of a few to several people. The only store in a radius of 200km in that village has a (non-) competitive prices. And yet you have to drink and eat. 
 At night we got to Tennant Creek - a small town in large part inhabited by Aborigines. And here I must mention a bit of an ethnic population of Australia. Using large mental shortcuts, what happened to Aborigines more or less happened to the Indians in the U.S. Until now, they are not accepted in a number of "white" environments, and usually live isolated. They do get money from the government, but often cannot cope with the reality of modern Australia. Therefore there is a big problem among them of alcoholism, poverty. And poverty often leads to acts of desperation and violence. 
When we arrived just before sunset to Tennant Creek and I realized, how "Aboriginal" that town was, I decided that I could not risk pitching my tent up in the wild. I wanted to buy a camp site for myself and Simon, but he suggested renting a room - or rather a kind of a barrack, and that I could stay with him there. He refused to accept money for my bed at first, but I almost shoved it in his hand. I rode with him, for free, for 800km if not 900km. The only thing is the way maybe two times I bought was drinks and ice creams. I did not want to use his hospitality. I got my bed, kitchen and a roof over the head after the whole day trip. 
We woke up at dawn. Simon drove me out of the city. Here, our paths divided. He was driving to down the north, towards Darwin, and I was south. My goal was the Ayers Rock. We exchanged email and postal addresses. I will always be grateful to Simon for his hospitality and companionship in the journey. 
                                                          *** 
9 months later, in late November 2010, I received a package to my address in Poland. The box was big, but extremely lightweight. Parcel contained the Aboriginal painting. A wonderful one. Looking at the sender's address on the box, I sat for a moment, completely perplexed. Simon... WHICH Simon? Australia seemed to be, after these months, so distant. And then it hit me. Ah, THAT Simon! What a man! He had sent me from the Kakadu National Park an original Aboriginal work of art, worth a small fortune. And all that for a travel companionship. Thank you ever so much. You made not only my day, but the whole month! Thanks to people like You, I believe in goodness. And chain of deeds. If you did something good, then one day it will return to you. And if you hurt someone, that evil will come back to you with redoubled force. 
                                                         
                                                          *** 
Enough for today. My journey would continue toward Uluru. But, that's already in the next entrance. Wait patiently, because it will be what to read and... to watch;) 
 
POLSKI:
 Stalam przy drodze z Cloncury, tuz obok wjazdu na miejscowe lotnisko. Byla 11 przed poludniem, robilo sie goraco, a ja tkwilam w tym samym punkcie od godziny. Minal mnie bialy samochod. Nawiasem mowiac, tak, to moja zdolnosc do opisywania samochod - nie po markach, tylko po kolorach. Jaki to byl samochod? Nie wiem, bialy byl... Minal mnie i pojechal dalej. A po dwoch minutach zrobil petle i zawrocil, po czym zatrzymal sie przy mnie. Mezczyzna okolo 40tki, moze 50tki. Stwierdzil, ze jedzie w strone Darwin - czyli pare tysiecy km dalej. I przynajmniej kilkaset w moja strone. 
 Jechalam z Simonem caly dzien. Dowiedzialam sie, ze obserwuje zycie ptakow i  ze zmierzal do Parku Narodowego Kakadu. Pokazal mi troche zdjec na swoim aparacie fotograficznym. Dzieki godzinom spedzonym w zabojczym australijskim sloncu (nawet jesli gdzies w buszu), moj kierowca nabawil sie raka skory. Pokazal mi blizny po czerniakach na rekach. Ale to go nie zniechecilo do pasji fotografowania ptakow. 
 Jechalismy okolo 200km i robilismy przerwe - na lody, coca cole i siusiu. Jedziesz przez 100, 200, 300km, a dookola pustka. Tylko suche trawy i ostre zarosla. A im bardziej pustynnie, tym wiecej much wokolo. Potem trafiasz na oznaczona na mapie miejscowosc, ktora okazuje sie np. stacja benzynowa z malym motelem, prowadzona przez 2 osoby. W najlepszym wypadku osada kilku do kilkunastu ludzi. Jedyny sklep w promieniu 200km w tejze osadzie ma bardzo (nie-)konkurencyjne ceny. A przeciez musisz pic i jesc. 
 Wieczorem trafilismy do Tennant Creek - miasteczka w duzej czesci zamieszkanej przez Aborygenow. I tu musze napomknac nieco o etnicznej ludnosci Australii. Uzywajac duzych skrotow myslowych, Aborygenom przydarzylo sie mniej wiecej to, co Indianom w USA. Do tej pory nie sa akceptowani w wielu "bialych" srodowiskach, przewaznie zyja w izolacji. Dostaja pieniadze od rzadu, ale czesto nie radza sobie ze wspolczesnia rzeczywistoscia Australii. Przez to panuje wsrod nich duzy problem alkoholizmu, biedy. A bieda czesto prowadzi do aktow desperacji, przemocy.
Gdy dotarlismy tuz przed zachodem slonca do Tennant Creek i zorientowalam sie, jak "aborygenskie" jest to miasteczko, zdecydowalam, ze nie moge ryzykowac rozbijania sie na dziko. Chcialam wykupic stanowisko na polu namiotowym dla siebie i Simona, ale Simon zaproponowal, ze wynajmie pokoj - czy raczej rodzaj baraku, i ze moge w nim zostac. Odmowil przyjecia pieniedzy za moje lozko, ale wcisnelam mu je prawie na sile. Przejechalam z nim, za darmo, jakies 800 jesli nie 900km. Jedyne co, to po drodze moze 2 razy kupilam picie i lody. Nie chcialam wykorzystywac jego goscinnosci. Dostalam swoje lozko, kuchnie do dyspozycji i dach nad glowa po calodniowej podrozy. 
Wstalismy o swicie. Simon wywiozl mnie poza obszar miasta. Tu nasze drogi sie rozchodzily. On jechal na polnoc, w strone Darwin, a ja na poludnie. Moim celem byla skala Ayers Rock. Wymienilismy adresy mailowe i pocztowe. Zawsze bede wdzieczna Simonowi za okazana goscinnosc i towarzystwo w podrozy. 
                                                          ***
9 miesiecy pozniej, pod koniec listopada 2010, otrzymalam przesylke na moj adres w Polsce. Pudlo bylo duze, ale niezwykle lekkie. Przesylka zawierala aborygenski obraz. Przepiekny. Patrzac na adres nadawcy na pudle, przez chwile siedzialam z kompletna pustka w glowie. Simon... JAKI Simon? Australia wydala mi sie po tych miesiacach taka odlegla. I wtedy mnie olsnilo. Ah, TEN Simon! Co za czlowiek! Z Parku Narodowego Kakadu wyslal mi oryginalne aborygenskie dzielo sztuki, warte mala fortune. A wszystko to za towarzystwo w podrozy. Bardzo, bardzo Ci dziekuje. Poprawiles mi humor nie na caly dzien, ale na caly miesiac! Dzieki takim ludziom ja Ty, moge wierzyc w dobro. I lancuch uczynkow. Jesli zrobiles cos dobrze, to kiedys do Ciebie powroci. A jesli kogos skrzywdziles, to zlo wroci do Ciebie ze zdwojona sila.
                                                        
                                                          ***
Dosyc na dzis. Moja podroz bedzie kontynuowana w strone Uluru. Ale o tym juz w nastepnym wejsciu. Czekajcie cierpliwie, bo bedzie co czytac i... ogladac ;)
  
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: