How on the way home, I ended up in Australia

Trip Start Jan 22, 2010
1
18
Trip End Mar 22, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
couchsurfing.org & the airport

Flag of United Arab Emirates  ,
Friday, January 22, 2010

ENGLISH:
My last entry from Abu Dhabi was placed in a different part of the blog - the one about my cruise ship photographer`s job. I thought this entry deserves to be treated special. It`s because it will be starting my new journey, a totally different than the one on ships. Although the blog from ships still requires more entries, I couldn`t wait to write my new story. Maybe lets just start from the beginnings...
Last year, during my "vacation", which was supposed to be a break in between two contracts on ships, I wrote my masters thesis and had my final exam. Right after I had gotten my degree, I had to go back to the Brilliance of the Seas - therefore had not had time to rest. I signed off the ship in January 2010, finishing my second contract in the Middle East. From there I had found budget airlines to Australia. I had two choices - either go back to overwhelming, freezing, -20 Celcius degrees Poland, or for the same flights price escape from the winter to sunny Australia, with a week stopover in Indonesia. The decision was obvious :o). I found the flights quite randomly actually (although I stopped believing in coincidence a long time ago). Every week I get an email with updates with the best travel deals from the www.travelzoo.com website. That is where I learnt about the flight tickets sale to Asia and Australia from the Air Asia airlines (www.airasia.com) I had booked the tickets about 2 months in advance, with a help of my Guardian Angel forever - friend Sarah and her credit card :) Unfortunately, I coudn`t book my flights with a travel agency, as they don`t get a comission for the budget airlines.
Thus, that longed-for day of my new 2-months long adventure finally came. I had not been home in half a year, but my mum and brother approved my decision. As you know from the previous Abu Dhabi entry, after signing off the ship,  I spent 2 days in that city. My couch surfing host Inger dropped me off at the airport. Then I had "fun" with the immigration office. I was supposed to get a stamp, but I could not find neither a place or a person that would do it for me. Then I thought I`d wait until my luggage check in and afterwards would take care of the stamp. And at that point another issue occured - Air Asia has veeery strict luggage limits. You`ve got to pay for literally every single kg. When I was booking my flights, I had paid for 20kg. My backpack turned to be 18kg so I managed with my limits. I was ready for the customs and the passport control. And there two things turned up. Firstly, I finally found the person that put the stamp on that important visa paper. I told the guy that somebody from the immigration office would show up to get it and just in case I gave him also a business card of the agent and told him to keep the whole thing. Then it turned that my hand luggage case was too big. As I have flown through half of the World, nobody ever tried to weigh my hand luggage - it only had to have the proper sizes. I found out that my little suitcase was too heavy, and had to get rid of a couple of things. I also had my camera bag with me. And that`s what bothered them the most - that apparently I was not allowed to take both onboard. How come???? Enywhere I had flown so far, I had the hand luggage case AND my camera bag!! Nobody would take my explanations, that I`m a photographer etc. The whole situation did cost me a lot of time and nerves. I barely made it on time to the plane - with my case a couple of kg lighter... I had a few hours flight to Kuala Lumpur, Malaysia before me. And I was just hoping to start my well deserved vacation soon.

POLSKI:
Ostatni moj wpis z Abu Dhabi znajdowal sie w innej czesci bloga - tej poswieconej mojej pracy na statkach. Uznalam, ze ten wpis zasluguje na potraktwanie go osobno, w specjalny sposob. Stanowi on bowiem wstep do zupelnie innego charakteru podrozy niz ta statkiem. Mimo, ze blog ze statku wymaga jeszcze uzupelnien, to nie moglam sie powstrzymac, zeby nie zaczac juz nowej opowiesci. Ale moze od poczatku...
W ubieglym roku, na tzw. "wakacjach", czyli 2-miesiecznej przerwie pomiedzy jednym a drugim kontraktem na statku, napisalam i obronilam prace magisterska. Zaraz po obronie musialam wracac na Brilliance, wiec nie zdazylam odpoczac. Zjechalam ze statku pod koniec stycznia 2010, konczac moj drugi kontrakt na Bliskim Wschodzie. Stamtad znalazlam tanie loty do Australii. Mialam do wyboru - albo wracac do super mroznej i przytlaczajacej, -20 stopniowej Polski, albo za ta sama cene lotu, uciec przed zima do Australii, i jeszcze zatrzymac sie na tydzien w Indonezji. Wybor byl oczywisty :o). Loty znalazlam, mozna powiedziec, przypadkiem (choc w przypadki przestalam wierzyc dawno temu). Co tydzien dostaje emaila z updatami o najlepszych ofertach podroznicznych ze strony www.travelzoo.com Tam wlasnie przeczytalam o wyprzedazy biletow do Azji i Australii z budzetowych linii lotniczych www.airasia.com Bilety zarezerwowalam jakies 2 miesiace wczesniej, z pomoca mojego jak zawsze niezastapionego Aniola Stroza - przyjaciolki Sary i jej karty kredytowej :) Niestety, przez biuro podrozy nie udalo mi sie tego zrobic, bo takowe nie dostaja prowizji przy rezerwacji tanich linii.
A zatem, nadszedl ten upragiony dzien nowej przygody, ktora miala trwac 2 miesiace. W domu nie bylam juz od pol roku, ale Mama i brat ostatecznie zgodzili sie na moj pomysl. Jak wiecie z mojego ostatniego wpisu z Abu Dhabi, po zakonczeniu kontraktu, spedzilam w tym miescie 2 dni. Nastepnie moja couchsurfingowa gospodyni Inger zawiozla mnie na lotnisko. Tam mialam przejscia z urzedem imigracyjnym. Mialam podbic jakis stempelek, a nie moglam znalezc ani miejsca, ani osoby, ktora mialaby to zrobic. W koncu stwierdzilam, ze przeczekam az do check-in`u bagazu, a nastepnie zajme sie nieszczesna pieczatka. I tu byly kolejne schody, bo tanie linie lotnicze Air Asia maja baaardzo stryktyczny limit bagazowy. Placisz doslownie za kazdy kg. Ja mialam oplacone przy rezerwacji 20kg bagazu glownego. Przy zwazeniu mojego plecaka okazalo sie, ze mial on 18kg. Zmiescilam sie w limicie. Nastepnie poszlam w kierunku kontroli paszportow. I tu wynikly dwie sprawy. Po pierwsze, znalazl sie pan, ktory przybil mi nareszcie brakujacy stempelek na moim papierku wizowym. Powiedzialam mu, ze po kartke z pieczatka zglosi sie Urzad Imigracyjny, na wszelki wypadek dalam mu wizytowke agenta i kazalam wszystko razem zatrzymac. Po drugie, cofnieto mnie z moja walizka podreczna, bo podobno okazala sie za duza. Jak latalam juz przez pol swiata, tak nigdy w zadnej linii nie widzialam, zeby ktokolwiek wazyl mi bagaz podreczny - chodzilo tylko o to, zeby byl wlasciwych rozmiarow. Okazalo sie, ze moja walizeczka wazyla o pare kg za duzo - i musialam pozbyc sie kilku rzeczy. Poza mala walizka, mialam tez plecaczek z moim sprzetem fotograficznym. I tego sie tak naprawde czepiono - ze nie moge  wziac obu na poklad. Jak to????? Przeciez wszedzie jak latalam, tak wlasnie robilam!! Na nic nie zdaly sie tlumaczenia, ze jestem fotografem, itd. Cala sytuacja kosztowala mnie duzo nerwow i czasu. Ledwo zdazylam na samolot, i to z bagazem podrecznym lzejszym o pare kg... Czekalo mnie kilka godzin lotu do stolicy Malezji - Kuala Lumpur. Mialam tylko nadzieje, ze juz wkrotce nareszcie zaczne zasluzony odpoczynek.



Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: