Z glowa w piekarniku - pustynia Gobi

Trip Start Jul 04, 2010
1
42
65
Trip End Sep 01, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Mongolia  , East Gobi Aymag,
Saturday, July 24, 2010

 Od jakiegos czasu towarzyszy nam dziwne uczucie, przesladujace bialego czlowieka w azji. Mianowicie w drodze do Saynshand pojezd zatrzymywal sie na kazdej najmniejszej nawet stacji. Korzystalismy z kazdej okazji zeby rozprostowac kosci i na jednej z wioskowych stacji (okolo 20 chat) podszedl do nas szwajcar z ekipy rowerowej Zurych-Szanghaj. Dziwne uczucie polega na tym, ze jedynymi osobami, z ktorymi jestesmy w stanie bezproblemowo sie porozumiec sa biali - obowiazkowo znajacy anglicki jazik;). Mathias przez problemy zoladkowe opuscil jeden kawalek rowerowy przez Gobi i gonil ekipe pociagiem. Odkryl od razu nasz niecny plan podrywu lasek na bloga. Sami zreszta nie sa gorsi i tez maja strone: www.zurich-shanghai2010.ch.
W Saynshand zakwaterowalismy sie w tym samym hotelu co Szwajcary, ktore niestety musialy zrobic wypad na pociag juz o 2 w nocy. Co tu duzo pisac.. Jurij polecal to "miasto", ale to co zobaczylismy z Obelem po wyjsciu z pociagu nas bardziej przerazilo niz zaciekawilo. Miasteczko okolo 30tys ludzi, latryny poumieszczane miedzy domami, skwar 40 stopni, popekana ziemia od suchot. Ciezko jest spac w takiej temperaturze, ale punkt kulminacyjny naszej meki byl dopiero nastepnego dnia ;). Plan byl prosty - zlapac stopa do wioski 100km dalej, wynajac konie lub wielblady z przewodnikiem i pojezdzic kilka dni po pustyni. Kiedy wyszlismy z wioski o 10, upal dawno juz przekroczyl 40 stopni. Zanim wyszlismy na odpowiednia droge, bylo juz po 11, a temperatura ciagle rosla. Drogi w Mongolii to wyjezdzone stepy, zadne asfalty, nic z tych rzeczy. Kroczac z tobolami 25-30kg wypacalismy hektolitry potu, droga byla nieuczeszczana wiec poszlismy do najblizszej jurty na horyzoncie. Pomysl byl glupi, ale zdalismy sobie z tego sprawe, dopiero kiedy w kolejnej jurcie goszczacy nas pasterz powiedzial, ze temperatura na zewnatrz przekroczyla 50C - wskazal przy tym kozy, ktore ulozyly sie w cieniu jurty i ciezko dyszaly. Wracajac do samej jurty - dlaczego w jurcie jest okolo 30C, kiedy na zewnatrz 55? Okazalo sie, ze jurty maja podwijane 20 cm materialu od ziemi, pustynny wiatr przy samej ziemii jest relatywnie chlodny, podczas gdy na wysokosci twarzy uczucie jest jak wlozenie glowy do piekarnika. Mielismy sporo szczescia, ze przesiedzielismy poludnie az do 15, w miedzyczacie pomoglismy rozbic druga jurte, obfotografowalismy dojenie wielbladow i przegadalismy z gospodarzem i jego synem dobra godzine, laczac przy tym rosyjski, angielski z migowym. Okazali sie niezlymi kozakami, bo jego syn wrocil z pracy przy drodze z goraca wodka i jakims kompotem. Nie odwazylismy sie nawet na szklanke;). Tym bardziej, ze konczylismy nasz rajd z problemami zoladkowymi. Pilismy mleko wielbladow, koz i jeszcze jakies slodzone kozie.
Nasz plan spalil na panewce, nie bylo siodel, nie bylo przewodnikow, nie bylo wody, temperatura zabijala. Do wioski wrocilismy po poludniem, gdzie wypilismy kilka litrow zmrozonej wody, coli i innych specjalow. Poznalismy dwojke polakow - Bartka i Marcina, z ktorymi jezdzimy od tego czasu. W nocy wsiedlismy do pociagu na granice...
Slideshow

Use this image in your site

Copy and paste this html: