W gore rzeki - Kapit

Trip Start Mar 08, 2014
1
7
18
Trip End Mar 26, 2014


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Malaysia  , Sarawak,
Friday, March 14, 2014

Baaaardzo sie wysypiam. Posciel cudowna, zero komarow i cichutka dobrze wyregulowana klima. Teraz prysznic i pierwsze hotelowe sniadanko. Marne ono jednak - sadzone jajo i slodkawy makaron. Tyle mojego ze napije sie sensownej kawy. Po 7:30 mimo ociagania jestem juz gotowy do drogi wiec prosze o zamowienie taksowki i zmierzam do portu. Tu szczescliwy traf bo szybka lodz do Kapit odplywa doslownie za kilka minut. O 8 zatem odplywamy. Mniej mrozno w czesci pasazerskiej ale i tak siedze w bluzie. Na zewnatrz goraco ale zachmurzenie ogromne. Wg prognoz bedzie padalo :(
Mijamy zielen, zielen, zielen. Klebowisko drzew, krzakow i wszelakiej roslinnosci. Po drodze sa takze "dlugiedomy" czyli cel mojej podrozy. Powoli zaczynam zdawac sobie sprawe jak to wyglada. Licze ze jednak uda m sie zdrobic jakies zdjecia.
Nudy, a widze zachecajace widoki za oknami. Mam zatem plan. Wylaze na zewnatrz tej szybkiej lodzi ale tam nie ma nawet jak stac wiec wspinam sie na dach. To jest idealne mijsce! Slonko przygrzewa, przyroda bezposrednio nie przezz apyziale szyby no i decyduje sie wyciagnac lufe. To jest naprawde genialny pomysl. Ostatnia zatem godzine z trzech spedzam na dachu pstrykajac jak opetany seryjne zdejcia bo dosyc trzensie. Mam zatem troche dzungli ale przedewszystkim dlugie chaty! Tu bardziej jako nowoczesne domy bo tych naprawde starych nie widac z rzeki. Wysiadka po 10. Szybko znajduje hotel (zapyzialy ale tani, a poza tym jedyny w agodzie w tej miescinie) melduje sie, zrzucam bagaze i ruszam po pozwolenie na wstep do tych dlugich chat. Po drodze kusi jeszcze KFC wiec wcinam pyszna kanapeczke z kartofelkami.
Teraz w droge po jakies absurdalne pozwolenie na wizyte w gore rzeki i dlugie chaty. Leze. I tak ze dwa kilometry, pelne slonce, umieram. Jest naprawde piekna pogoda tyle ze nie na marsz ulica bez czapeczki. Glaca plonie. Okazuje sie ze mam dojsc do okazalego wiezowca na horyzoncie, ktory wydaje sie nawet calkiem blisko ale jestem w mylnym bledzie poniewaz prowadzi tam droga dookola. Docieram akurat teoretycznie w czasie przerwy ale biuro jest tak wyludnione ze wypelniam od reki jakis papier i otrzymuje oficjalne pozwoloenie z pieczatka i moimi danymi do 19.03. Wow! :) Powrot oczwiscie juz zlapanym busem. Szybko pantenol i olejek do opalania!!! Ide jeszcze zrobic fort Sylvia ale to smieszne jest raczej niz fajne. Drewniany budynek, do ktorego nawet nie wchodze,a na zewnatrz ogromne wentylatory klimatyzatorow. Fotograficznie wartosc zadna :( Niemilosierny gorac, pije niemal ciagle, pogodynka twierdzi ze odczuwalne jest 35°C! Moze zmieni to opad ale ja tymczasem chowam sie w hotelu /raczej zniechecajaca brudna wykladzina i karaluch w wannie/ by przejrzec foty walone seryjnie. Cos z tego sie wybierze ;)
Wieczorem troche buszowania po sieci bo o dziwo jest wifi, czatowanie i czytanie ksiazki. Ok 23 odpadam spac.
Slideshow Report as Spam

Comments

Koalinka on

Ale fajnie musialo byc tak zasuwac lodzia na jej dachu

a 35 stopni zazdroszcze na maksa!

karalucha mniej

o co chodzi z tymi dlugimi chatami? ta jakiej ich narodwe dobro?

calusy

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: